13 lis 2016

I SAW HIM


W piątek odbyło się bardzo ważne dla mnie wydarzenie. Ja jako człowiek stojący zawsze murem, będący zawsze pato na punkcie tego człowieka, wreszcie miało spełnić swoje marzenie i zobaczyć oraz usłyszeć go na żywo. No i co? Udało się. 
Ale od początku!



Pod areną byłam przed godziną 10, w kolejce dopiero koło godziny 11. Dlaczego? 
Organizacja koncertu totalnie zawiodła. Nigdzie nie można było uzyskać odpowiedniej informacji na temat tego, którym wejściem kto wchodzi. 
W końcu jednak udało się i tak oto przestałam 10 godzin w tłumie ludzi, nie mogąc złapać powietrza. O jakim kolwiek chociażby kucnięciu nie było mowy. 
Następnym hitem była ochrona, która na informacje o tym, że ktoś z boku rozwalił barierki odpowiedziała, że oni mają za mało osób, żeby się taką sprawą zająć. 
Przeklinająca ochrona, mówiąca, aby się cofnąć ludziom z przodu, podczas kiedy tył napierał, ale przecież po co im powiedzieć, żeby to oni się cofnęli + karetka wjeżdżająca w stojących ludzi co zaowocowało efektem domina to tylko nieliczne akcje dziejące się przed areną. 
Po otwarciu barierek - nigdy nie widziałam większej dziczy, w której sama bym uczestniczyła. 
Anyway
Dostałam się na arene.

  
Na arenie byłam mega zaskoczona tym jak blisko znajduję się płyta sceny. Wszystko widziałam bardzo dobrze, a w banery musiałam patrzeć jedynie kiedy była akcja na purpose i przed sobą miałam setki karteczek. 
Zaczęło się od supportu. Support znałam, bo przecież nie mogłam się oprzeć posłuchania tego, co mam usłyszeć. Nie zawiodłam się, bo support odwalił kawał dobrej roboty i niesamowicie rozgrzał publike przed wejściem Justina. 
Wszystko działo się też zgodnie z rozpiską, bez żadnych opóźnień, bardzo płynnie - także tutaj olbrzymi plus. 



No i zaczęło się.
Wydarzenie na które czekałam 4 lata. Wydarzenie o którym zazwyczaj miałam sny, bądź wyobrażałam sobie jak by to było. Wydarzenie o które 3 lata temu płakałam, bo nie mogłam na nim być.
Marzenie które spełniło się dwa dni temu. 
Kiedy koncert się rozpoczął nie do końca dowierzałam, że to naprawdę się dzieje i że przede mną naprawdę jest ten Justin Bieber. Ten Justin Bieber, który okazał się zwykłym chłopakiem z talentem i totalnie kochanym zachowaniem. 
Cały koncert był przygotowany idealnie. Przed koncertem starałam się nie oglądać zbyt wielu nagrań z koncertu, aby po prostu mieć zaskoczenie. I miałam. Przez większość koncertu stałam z otwartą buzią nie dowierzając w to co właśnie się dzieje. 




Co podobało mi się najbardziej?

I'll show you 
Widoczne jako drugie zdjęcie poniżej. Dla mnie był to niesamowity sztos i niesamowity efekt. Kiedy klatka zjechała z góry na początku nie do końca ogarniałam co właśnie się dzieje, a potem jedyne co potrafiłam zrobić to stać w szoku co to właśnie się dzieje. 

The Feeling
Przed the feeling puszczone było nagranie, następnie światła zapaliły się na różowo, a na ekranie przed nami pojawiła się Halsey. 
Efekt magiczny.

Boyfriend
Nic może i nadzwyczajnego. Ale pragnęłam usłyszeć tą wersję boyfriend od kiedy usłyszałam ją na nagraniach z believe tour. I udało się. 

Akustyczny set
Tylko Justin, gitara i pełna hala ludzi śpiewająca razem z nim. Nie wiem czy kiedykolwiek słyszałam coś piękniejszego. W każdym razie jeżeli ktoś uważa, że Justin przez cały czas leci z playbacku, bo nie umie zaśpiewać, zapraszam go na taki akustyczny set. Wtedy możemy porozmawiać. 

Company
Czyli ogromna trampolina zaraz nad moją głową. Ten obraz jest w mojej głowie do tej chwili i jest to moment w którym znów mam ochotę się zalać łzami. 
Stałam jak wryta, z głową podniesioną do góry, a centralnie nade mną stał Justin. Chyba był to zdecydowanie mój ulubiony moment podczas koncertu. 

Sorry
Co prawda końcówka trochę mi umknęła, ponieważ poczułam się słabo i musiałam dostać się do osób które podały mi kubeczek z wodą. Swoją drogą uratowałyście mnie od zemdlenia. 
Wracając do sorry.
Ściana deszczu, Justin bez koszulki - reszte dopowiedzcie sobie sami. 
Ale koniec dla mnie był piękny. 
Moment w którym podziękował wszystkim tancerzom, przytulając ich i dziękując. 

Akcje koncertowe
Dla niewtajemniczonych - Serca z rąk podczas live is worth living, Kartki z napisem ''My purpose is ... '' oraz klaskanie podczas sorry i cisza kiedy Justin mówi. 
Wszystko udało się w 101%. 
Tak naprawdę dopiero wczoraj doszło do mnie jak pięknie to wszystko wyglądało. 
No i akcje w Polsce są znane teraz już wszędzie. 
Super akcją według mnie jest też Q&A które przeprowadza Justin. Naprawdę miły akcent podczas koncertu. 
Sztosem jest też dla mnie solo na perkusji, które zdecydowanie pokazuje, że Justin to nie tylko ładna buźka i goła klata, jak to gdzieś po koncercie przeczytałam. 



No i tak oto jedno z moich marzeń zostało spełnione. Teraz tylko pozostało mi czekanie na powtórkę. 
Z tego miejsca też dziękuję wszystkim osobom poznanym przed areną, za zgranie, za pomoc, za wspólne płakanie przed areną. 
Post miał na celu pokazanie koncertu z widzenia fana, dla odczucia pewnych emocji, poznaniu paru opisów - a dla mnie na pamiątkę. 
Mimo to paru emocji tutaj nie opisuję, bo są dość prywatne. 
I takie sobie zostaną. 
Do następnego! 


Zajrzyj po więcej

Kontakt - natalia.boryn@gmail.com



3 komentarze:

  1. Szkoda, że mnie tam nie mogło być :c Ale jestem mega dumna z Was i mam nadzieję, że na następnym koncercie już się pojawię :)

    zosiaadam2305.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tam Justina za bardzo nie słucham, ale fajnie się masz, że mogłaś zobaczyć swojego idola na żywo. Moi (Freddie Mercury i John Lennon) już od dawna niestety nie żyją :(

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią :)